Advertisement


Małopolskie miejsca na liście UNESCO
UNESCO - Organizacja Narodów Zjednoczonych do Spraw Oświaty, Nauki i Kultury (United Nations Educational, Scientific and Cultural Organization).

Lista Światowego Dziedzictwa jest zbiorem największych skarbów rozsianych po całym ziemskim globie - zarówno tych, które uczynił człowiek, jak i tych, które stworzyła otaczająca nas natura.

Ta agenda Organizacji Narodów Zjednoczonych przyjęła konwencję w sprawie ochrony światowego dziedzictwa kulturowego i naturalnego. Małopolska może się poszczycić ośmioma spośród kilkuset obiektów.

Binarowa - Kościół pw. Św. Michała Archanioła

Binarowa Drugi co do starszeństwa kościół drewniany w Małopolsce nosi także wezwanie św. Michała Archanioła. Jak widać książę zastępów anielskich dbał w sposób szczególny o chwałę swojego imienia i z powierzonych obowiązków wywiązuje się znakomicie.

Niewielka wieś Binarowa, leżąca nieopodal Biecza szczyci się swoją świątynia od ok. 1500 r. Wzniesiona "na zrąb" z pachnącej jodły, jednonawowa, stanowi także budowle orientowaną. Nad wejściem wzniesiona została wysoka, wieżą. Od południa do kościoła dobudowano kruchtę i kaplicę pod wezwaniem Aniołów Stróżów (dobrej opieki nigdy dosyć). Wyposażenie wnętrza bardzo różnorodne, stanowi mieszankę rozmaitych stylów. Gotyckie XIV i XV w. rzeźby, w tym figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem z ołtarza głównego, umieszczone są na tle barokowych malowideł z poł. XVII w. Z tego stulecia pochodzą też bogato rzeźbione ławki, konfesjonały, fotel przebitera, ambona. Szczególnie rzadkim zabytkiem są też przechowywane w skarbcu XVII wieczne zasłony wielkopostne i wiszący na wieży dzwon z 1522 r.
Dębno - Kościół pw. św. Michała Archanioła Dzieje tego podhalańskiego kościoła sięgają XV w. 500 lat historii, w czasie której budowla uniknęła strasznej wizyty czerwonego kura, jak drzewiej nazywano pożar, świadczy zdaniem tutejszych mieszkańców o szczególnej opatrzności Bożej. Budulca tej świątyni użyczyły dostojnie szumiące smreki. Pnie drzew układano "na zrąb", tworząc konstrukcję nad podziw mocną i malowniczą zarazem. Kościół jednonawowy pierwotnie nie był zwieńczony wieżą, co uczyniono dopiero w XVII w., dobudowując jednocześnie od południa kruchtę. Jak nakazywał dawny kanon budowli sakralnych, wejście do świątyni jest od strony zachodzącego słońca (to symbol mroku i szatana), a długie prezbiterium znajduje się od wschodu (bo tu znajduje się najświętszy sakrament - wschodzące słońce Jezus Chrystus). Taki układ budowli sakralnej zwano orientowanym. Na zachowany średniowieczny wystrój wnętrza składają się polichromie i snycerka oraz bezcenny krucyfiks z tęczy kościoła. Główny ołtarz to trzyczęściowa szafa z XVI w. (tzw. tryptyk), choć nawiązująca formalnie do sztuki średniowiecznej. Do Dębna najlepiej dojechać z Nowego Targu.

Sękowa - Kościół pw. świętych Filipa i Jakuba Apostołów

Sękowa Uczniowie Jezusa Filip i Jakub Młodszy często występują razem jako patroni kościołów średniowiecznych. Taką też mocną i sprawdzoną "obsadę" ma niewielki kościółek w Sękowej, małej wsi leżącej pod Gorlicami. Drewniana świątynia powstała ok. 1520 r. Jej budulcem jest najtrwalszy z iglastych drzew modrzew, tak chętnie wykorzystywany w okresie staropolskim, że w pewnym momencie niemal wytępiony do szczętu. Jednonawowa budowla, z wieżą zbudowana na planie kwadratu nad wejściem, została gruntownie przebudowana w XVIII w. W czasie I wojny światowej Sękowa znalazła się wprost na linii frontu w czasie tzw. ofensywy gorlickiej z 1915 r. Kościół, a głównie jego wnętrze, uległo wówczas poważnej dewastacji. Do dnia dzisiejszego zachowały się jedynie szczątki malowideł, kamienna chrzcielnica późnogotycka z XVI w. i późnorenesansowy ołtarz z XVII w. Do naszych czasów kościół dotrwał w kiepskiej kondycji technicznej. Dopiero konserwacja przeprowadzona na pocz. lat 90-tych przywróciła świątyni blask. Przeprowadzone w Sękowej prace konserwatorskie uznano za wzorowe w skali europejskiej. Upamiętnia to medal Prix Europa Nostra, przyznany za tę konserwację, eksponowany we wnętrzu świątyni

Lipnica Murowana - Kościół pw. św. Leonarda

Lipnica Murowana Jeden z cenniejszych i piękniejszych przykładów dawnej staropolskiej architektury drewnianej znajduje się nomen omen w Lipnicy Murowanej. Ta niezwykle malownicza i zabytkowa wieś, położona na południe od Bochni, posiada oczywiście parafialny kościół pod wezwaniem św. Andrzeja wzniesiony słuszną sztuką murarską. Kościółek św. Leonarda to właściwie kaplica cmentarna tej bogatej wsi, położonej na węgierskim szlaku handlowym. Budowla leży na wschodnich krajach miejscowości i wzniesiona została według tradycji w 1203 r. W istocie budowla pochodzi z końca XV w. choć jej obecny kształt to w głównej mierze efekt przebudów z XVI i XVII w. Jak i inne drewniane małopolskie świątynie jest to budowla orientowana, jednonawowa, zrębowa, nakryta gontowym dachem. Charakterystyczną jednak cechą wyglądu kościółka jest brak wieży i zbliżony do kwadratu plan budowli. Wewnątrz, w ołtarzu głównym, malowany tryptyk z wyobrażona postacią św. Leonarda. Strop pokryty został malowidłami z XVI w. a malarska dekoracja prezbiterium pochodzi z wieku XVII. Największą wartość historyczną przedstawia jednak płaskorzeźba z XIV w. przedstawiająca Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny.

Zespół architektoniczno-krajobrazowy Kalwarii Zebrzydowskiej

Kalwaria Słowo Kalwaria (calvaria) to słowo łacińskie, oznaczające to samo co greckie słowo golgota, czyli męka lub cierpienie. Dla chrześcijan słowo to będzie zawsze kojarzyło się jednoznacznie i bez wyjątku z męką Jezusa Chrystusa. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa w przeżywaniu misterium paschalnego znacznie większy nacisk kładziono na zmartwychwstanie. "Zgorszenie Krzyża", jak pisał św. Paweł, było oczywiście fundamentem odkupieńczej męki Chrystusa, ale centralną część, jądro młodej religii, stanowiło zwycięstwo na śmiercią, w otchłani której, w ciele Jezusa Chrystusa zwyciężony został korzeń zła - grzech. W Średniowieczu, powoli ale konsekwentnie, ciężar teologii chrześcijańskiej przesuwał się z misterium nocy paschalnego przejścia ze śmierci do życia, w stronę krwawej ofiary Baranka. Zewnętrznym wyrazem tej zmiany teologii, był coraz mocniejszy kult Męki Pańskiej. Szczególny jej rozkwit przypada na wiek XV, ale w Polsce rozwój kultu Bożej Męki to także czasy kontrreformacji. Pozostałym do dnia dzisiejszego nabożeństwem zrodzonym w tamtych czasach jest Droga Krzyżowa. Wtedy też dla potrzeb tego szczególnego nabożeństwa zaczęły powstawać rozmaite Kalwarie i Golgoty, stanowiące rzeźbiarskie, malarskie i architektoniczne theatrum mające stanowić pomoc w religijnym i godnym przeżywaniu świętych treści. Początkowo Droga Krzyżowa wcale nie ograniczała się do kanonu XIV stacji ale w oparciu o Ewangelię, apokryfy i tradycję wyróżniano 30 - 40 i 50 stacji.

Na ziemiach Polski znajduje się wiele słynnych dróżek Męki Pańskiej. Dość wspomnieć o Kalwarii Pacławskiej i Wejcherowskiej. Niewątpliwie jednak największa, najpiękniejsza, otoczona najsilniejszym kultem i najbardziej wartościowa pod względem artystycznym jest kalwaria wzniesiona w XVII w. pod Krakowem zwana Kalwarią Zebrzydowska. Jej założycielem był wojewoda krakowski, wielki i bogaty magnat, który na zboczach góry Żarek i Lanckorony postanowił wybudować Kalwarię, która w możliwie najwierniejszy sposób odtworzy realia Golgoty Jerozolimskiej. Po sprowadzeniu z Ziemi Świętej rysunków i modeli gipsowych w l. 1600 - 1620 Mikołaj Zebrzydowski wzniósł 18 kaplic, stanowiących wybitne dzieła wczesnego baroku. Dzieło ojca kontynuował syn, Jan, oraz wnuk Mikołaj. Ostatecznie do końca XVII w. wzniesiono ponad 50 kaplic, które tworzą jedyny i niepowtarzalny szlak pątniczy. 28 z tych stacji poświęconych jest historii życia Pana Jezusa, pozostałe 24 tworzą paciorki tzw. Dróżek Maryjnych. Pierwsze nabożeństwa pasyjne odprawiono na okolicznych wzgórzach już w 1608 r. Od tego czasu tradycja tych nabożeństw stanowi jeden z najbardziej tłumnych i najbardziej charakterystycznych elementów życia religijnego w Małopolsce. Ten unikalny w Polsce, w Europie i na świecie zespół architektoniczno - krajobrazowy wpisano na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO w 1999 r.

Centralnym punktem dróżek kalwaryjskich jest kościół i klasztor oo. Bernardynów. Jego budowę rozpoczęto w 1603 r. a konsekracja świątyni, wraz z nadaniem jej wezwania Matki Boskiej Anielskiej, nastąpiła w roku 1609. W 1979 r. najwierniejszy pielgrzym kalwaryjskich dróżek, Papież Jan Paweł II, podniósł kościół do rangi Bazyliki Mniejszej. W 1641 r. sprowadzono tu obraz Matki Bożej, wzorowany na słynnym wizerunku Maryi z Myślenic. Obraz ten podarował klasztorowi Stanisław Paszkowski, który zauważył na obliczu Matki Bożej krwawe łzy. Wobec niemożności orzeczenia przez powołaną komisję kurialną przyrodzoności lub nadprzyrodzoności tego zjawiska, właściciel postanowił oddać go w ręce oo. Bernardynów. Bardzo prędko Matka Boża Kalwaryjska, jak ją zaczęto nazywać, została otoczona żarliwym kultem. W 1667 r. z fundacji Michała Zebrzydowskiego wzniesiono kaplicę przy kościele, w której do dnia dzisiejszego cudowny obraz się znajduje. Dwieście lat po przeniesieniu obrazu do kaplicy, w 1867 r. Albin Dunajewski, biskup krakowski dokonał jego koronacji.

Pod szczytem góry Żarek, jako skutek bezpośredni budowy Kalwarii, zaczęła rozwijać się niewielka osada, zwana pierwotnie od nazwiska jej właścicieli Zebrzydów. Była to w istocie osada przykościelna, której pierwszy wiek istnienia był bezpośredni związanych z rozwijającym się ruchem pątniczym i potrzebą obsługi dróżek. Dopiero w XVIII w. wieś zaczęto nazywać Kalwarią. W XIX w. i w okresie 20-lecia międzywojennego Kalwaria staje się sławna dzięki produkcji stolarskiej. Sławę tą ugruntował okres powojenny. W otoczeniu ogólej tandety, braku towarów i materiałów, pracowici stolarze z Kalwarii, mimo zrzucania na nich przez władze złego odium "prywaciarza", stali się symbolem jak najlepszej jakości usług, a słowo "meble kalwaryjskie" weszło do kanonu polskiej architektury wnętrz.

Kraków - Stare Miasto w obrębie Plant

Sukiennice Jeden z pierwszych i największych historyków swojej epoki, Marcin Bielski tak opisał Kraków XVI - to wieczny, oglądając miasto ze szczytu góry bł. Bronisławy:

...jest coś podobne do lutnie okrągłością swoją, a Grodzka ulica i z zamkiem jest jako szyja u lutnie właśnie. Ma też coś podobnego do orła, którego głowę reprezentuje zamek. Grodzka ulica szyję, przedmieścia zasię około niego jako skrzydła jakie.

W tym czasie Plant Krakowskich, wspaniałego, soczystego zielenią ogrodu okalającego miasto, jeszcze nie było. Mimo to zacny Pan Marcin, a z pewnością nie on jeden, zauważał niezwykłą harmonię i urodę, jaka cechowała kształt stolicy państwa Jagiellonów. Nieco ponad 400 lat później, w 1978 r. stare miasto Krakowa zostało wpisane na światową listę dziedzictwa kultury UNESCO. W 2003 r. obchodziliśmy więc w Krakowie 25 lecie tego niezwykle ważnego wydarzenia. Dlaczego Kraków spotkał tak niezwykły zaszczyt i honor? Jakie wartości Krakowa przekonały o konieczności uznania go za wyjątkowy w skali całego świata element dziedzictwa historycznego ludzkości?

Zacznijmy od początku. Początek ten to lokacja Krakowa, która miała miejsce w roku 1257. Wtedy to, obok nowoczesnego prawa, Kraków otrzymał nowy kształt urbanistyczny. Zasady budowy miast średniowiecznych były zasadniczo wspólne w tej części Europy i Kraków nie był miastem, które wyłamywało się z tych kanonów. Odległym pierwowzorem miasta średniowiecznego był rzymski castrum, obóz legionów imperium. W środku więc wyznaczano plac (forum), który legionistom służył jako miejsce apeli lub ćwiczeń. Z placu tego wychodziły prostopadle drogi łączące go z okalającymi obóz wałami i dzielące obóz na równe kwartały, które zajmowały poszczególne kohorty. Ten niezwykle funkcjonalny układ przejęły średniowieczne miasta. W środku wyznaczano więc rynek, zwany z powodu pełnienia funkcji handlowych mercata (od mercatus - kupiec). Od rynku wychodziły ulice biegnące wprost do murów miejskich i wyznaczonych w ich przebiegu bram. Ulice te przecinały się z innymi, wyznaczonymi w stosunku do nich najczęściej pod kątem prostym, tworząc niezwykle regularną i łatwą do podziału szachownicę. Na planie takiej szachownicy mieszczanie budowali domy, bądź drewniane (domus) bądź kamienne (lapidea). Ulice prostopadłe wobec rynku tworzyły szybką sieć komunikacji wyprowadzającej, ulice równoległe do rynku tworzyły naturalną obwodnicę, która znakomicie regulowała wewnętrzny ruch wozów, koni i ludzi. Miast o takim układzie, różniących się od siebie szczegółami, ale nie zasadniczym planem urbanistycznym, powstało w Europie wiele - tysiące. Znaleźć je możemy w Polsce, Niemczech, na Węgrzech, w Czechach, Austrii, Francji, Słowacji. Trochę różnią się od nich miasta włoskie lub flandryjskie, ale różnice te nie są wcale tak wielkie. Dlaczego więc, pytamy powtórnie, to właśnie Kraków, obok nielicznych innych miast, został wpisany na listę UNESCO a nie owe tysiące pozostałych?
Po pierwsze dlatego, że na tle innych planów średniowiecznych miast europejskich, Kraków wyróżnia się niepospolitą urodą i geniuszem myśli urbanistycznej. Miasto zostało zaprojektowane wśród mokradeł i bagien poprzecinanych kilkoma wodnymi strugami, na biegnącej ku Wiśle grzędzie terenowej zwanej stożkiem Prądnika. To właśnie owa wysoczyzna, usypana pracowicie w ciągu wieków przez rzeczkę Prądnik, wyznaczyła kształt miasta, zwężający się ku Wawelowi na podobieństwo marcinowej lutni. Sam Wawel, który posłużył Bielskiemu do porównania go do głowy orła, swą wyniosłością i masywnością wapiennej skały skutecznie chronił Kraków przed powodzią. Kraków wprawdzie wielokrotnie oblewany był falami potopu, ale woda nigdy nie wdarła się na położony wyżej rynek i okoliczne ulice, liżąc jedynie mury obronne miasta, mszcząc się i pozostawiając zniszczenia na przedmieściach. Ten kształt i położenie miasta były niezwykle korzystne w przypadku zagrożenia zewnętrznego. Postawione po 1285 r. wały ziemne, zamienione na fortyfikacje murowane w czasie panowania w Krakowie króla Wacława Czeskiego (1296 - 1305) stworzyły z Krakowa miasto wręcz niezdobyte, któremu podołała dopiero znakomita piechota i artyleria szwedzka króla Karola X Gustawa w 1655 r.

Już wiele lat temu miasto budziło podziw swym rozmachem i pięknem. Jego konterfekty zachowały się liczne, począwszy od XV w. kroniki Hartmana Schedla (Chronicon Mundi), a następnie poprzez drzeworyty z XVI w. i wspaniałe XVII i XVIII-wieczne miedzioryty.

Istnieją wszakże jeszcze inne powody stanowiące o wartości krakowskiego centrum staromiejskiego. Bardzo istotnym jest sam proces rozwoju. Często działo się tak, że pierwotne założenie lokacyjne miasta średniowiecznego ulegało następnie zmianom wynikającym z koniecznego rozwoju demograficznego i terytorialnego. Życie nakazywało czynić zmiany, które wcale niekoniecznie były korzystne dla wyglądu i innych funkcji miast. Powstawały rozmaite Nowe Miasta, Górne Miasta, Dolne Miasta lub inne o różnej nazwie, które czasem łączyły się z najstarszą częścią pierwotnego civitas harmonijnie, a czasem niczym polip albo nowotwór, stawały się częścią kłopotliwą, utrudniającą komunikację, psującą walory obronne. Pod tym względem Kraków miał wyjątkowe szczęście. Ulegał bowiem rozwojowi logicznemu i przemyślanemu, a powstające pod jego murami nowe miasta: Okół, Kazimierz i Kleparz nie dusiły jego rozwoju, lecz stawały się automatycznie kolejnymi cząstkami coraz większej aglomeracji miejskiej.

Szukając kolejnych walorów Krakowa dla światowego dziedzictwa, musimy dokonać szerszego porównania. Wielkie ośrodki miejskie średniowiecznej Europy, często daleko większe od Krakowa (Londyn, Rzym, Paryż) choć do dnia dzisiejszego pełne rozmaitych zabytków i dzieł sztuki, w jednym nie mogą równać się z Krakowem. Miasta te ulegały tak licznym zniszczeniom, przebudowom i rozbudowom, że zyskując nowe walory straciły bezpowrotnie walory dawne. Wśród ruin antycznego Rzymu daremnie szukać dzisiaj śladów miasta średniowiecznego. Rzym średniowieczny zniszczony przez wojska cesarza Karola V odbudowany został w duchu renesansu i baroku, zmienione zostały założenia urbanistyczne i styl miasta. Czy na gorszy? Z pewnością nie, ale na inny. Londyn, Madryt stolice imperiów kolonialnych o globalnym wymiarze, także zmieniały swe oblicze. Zmienił je również pod wpływem najpierw rewolucji burżuazyjnej (1789), a następnie pod wpływem rewolucji przemysłowej, najpotężniejszy wśród nich Paryż. Szachownice ulic zastąpiły gwiaździste skrzyżowania, place i kościoły burzono budując metro. Paryż średniowieczny dzisiaj to jedynie pocztówki z katedrą Notre Dame i puste sarkofagi królewskie w opactwie Saint Denis. Kraków tymczasem pozostał tym, czym był. Może to skutek przeniesienia stolicy do Warszawy, przez co z miasta uciekł dwór i bogaci inwestorzy - magnaci, szlachta, duchowieństwo. Bardzo możliwe. Jeżeli jednak tak, to jest to zaiste błogosławiona wina, która ocaliła niemal nie naruszoną myśl urbanistów średniowiecznych, jasną, klarowną, czytelną i niepowtarzalną. Niemal wszędzie bowiem została ona naruszona, w Krakowie nie!

I na koniec dowód koronny w sprawie. Kraków nie uniknął niestety, podobnie jak cała Europa, okresu pogardy dla średniowiecza. Dla jego kultury i sztuki, myśli i filozofii. Także i w Krakowie w XIX w. w ramach akcji "upiększania miasta", legły w gruzach duchowne i świeckie budowle gotyckie i romańskie, znane dzisiaj jedynie z ikonografii. Legły także, jako niepotrzebnie i szkodliwe dla rozwoju miasta, mury obronne. Szkoda. Słaba to pociecha, że tak samo działo się wówczas niemal wszędzie, od Bałtyku po Adriatyk i od Bugu po Pireneje. Zauważyć jednak trzeba, że w Europie w miejscu zburzonych murów powstawały banalne kamienice czynszowe, w Krakowie tymczasem powstało dzieło jedyne w swoim rodzaju. To tutaj, z inicjatywy senatorów Floriana Straszewskiego i Feliksa Radwańskiego, powstał wokół miasta wspaniały, oryginalny, niezwykły i wyjątkowy ogród - plantacje. Skąd nazwa? Bo ogród powstał w miejscu, gdzie plantowano mury miejskie. Była to więc nazwa doraźna, która przyjęła się, stając się wizytówką Krakowa. Zielona kolia opasująca Kraków stanowi dzisiaj ulubione miejsce spacerów samych Krakowian i jedną z największych atrakcji dla ok. 3 milionów turystów, którzy corocznie odwiedzają stary Kraków.

Auschwitz-Birkenau. Niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady (1940 - 1945)


oświęcim Oświęcim – stary gród piastowski z XII w., miasto powiatowe w Województwie Małopolskim. Prawa lokacyjne osada ta otrzymała w 1246 r., 11 lat wcześniej aniżeli Kraków. Od początku XIII w aż do 1456 r. Oświęcim podlegał władzy czeskiej, a od tego roku aż do rozbiorów nieprzerwanie pozostawał w rękach polskich. W okresie zaborów miasto należało do Austrii, aby w 1918 r. powrócić do Polski. W okresie 20-lecia międzywojennego niewielkie, trochę ponad 10 tys. mieszkańców liczące miasteczko wiodło spokojny żywot nad Sołą, a jego rodzimi mieszkańcy nie mogli nawet w najśmielszych snach przewidzieć, jak strasznym będzie imię ich rodzinnego miasta za kilka, kilkanaście lat.

W 1939 r. Oświęcim został włączony do Rzeszy Niemieckiej. Kilka miesięcy później, w maju 1940 r. z rozkazu H. Himlera, na Zasolu, przedmieściu miasta, utworzony został obóz o niewinnie z pozoru brzmiącej nazwie – koncentracyjny. W czerwcu tego roku do obozu przybyły pierwsze transporty więźniów z Generalnej Guberni i z terenu Śląska. Początkowo obóz był przeznaczony na 10 tys. osób, wkrótce jednak, w marcu 1941 r. jego "pojemność" zwiększono do 30 tysięcy. W tym samym roku, w pobliskiej Brzezince rozpoczęto budowę filii obozu przeznaczonej dla 100 tysięcy osób, którą w sierpniu uzupełniono o oddział kobiecy. Budowa ta stała się strategiczną częścią realizacji zbrodniczego planu – ostatecznego, globalnego rozwiązania kwestii żydowskiej. W ten oto sposób Oświęcim, miejsce męczeństwa Polaków, Cyganów, Rosjan i ludzi wielu narodowości, stał się w pierwszym rzędzie tragicznym świadkiem Holocaustu potomków Abrahama, Izaaka i Jakuba. Oświęcim stał się też koszmarną zagadką dla ludzkości. Zagadką, która stawia pytanie o granice, do których może posunąć się człowiek w swej podłości i o granice szlachetności i miłości, które dla drugiego człowieka można pokonać ryzykując własnym życiem.

Już wkrótce okazało się, że obóz - kombinat zagłady, w samym Oświęcimiu, w Brzezince, oraz w licznych mniejszych filiach, przetrzymywał jednorazowo ok. 200 tysięcy więźniów. Pierwotnie obóz był miejscem przymusowej pracy. Osadzeni tu ginęli masowo na skutek głodu, terroru fizycznego i moralnego, chorób, wycieńczającej pracy. Już jednak w 1941 r. dokonano w obozie pierwszych eksperymentów nad znalezieniem sposobu "taniej" i "wydajnej" eksterminacji. Po licznych próbach określono precyzyjnie zabójcę – gaz Cyklon B. Do 1943 r. wybudowano w Brzezince 4 komory gazowe i 4 krematoria, służące do likwidacji ciał mordowanych. Maszyna śmierci nabrała tempa. W l. 1943-44 gazowano i palono w krematoriach i na stosach do 20 tys. ludzi na dobę. Ogromne i tysięczne transporty kolejowe kierowano bez ewidencji i często bez żadnej selekcji wprost do komór gazowych. Stąd też w okresie powojennym, mimo licznych badań prowadzonych głównie przez historyków Polskich i Żydowskich, wcale nie mamy ostatecznej pewności co do liczby osób straconych w tym miejscu. Szacunkowe obliczenia mówią o niewiarygodnie wysokich liczbach od 2,5 milionów do 6 milionów ofiar, choć wyliczenia te wydają się być odpowiednio zaniżone i zawyżone.

Równolegle ze zorganizowaną eksterminacją w obozie działała grupa lekarzy niemieckich, którzy na żywym "materiale" dokonywali doświadczeń medycznych. Mając natomiast na uwadze surowiec ludzkiego ciała, podjęto próby wykorzystania go do produkcji mydła, szczotek, skóry.....

W obliczu postępującej ofensywy radzieckiej, w styczniu 1945 r. nastąpiła ewakuacja obozu. 27 I 1945 r. obóz został wyzwolony. Za drutami kolczastymi pozostawało wówczas 7,5 tysiąca osób. Po wojnie ujęto, osadzono w Norymberdze i stracono w Oświęcimiu komendantów obozu, R. Hössa i A. Liebehenschela. W 1947 r. Sejm Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej uznał teren obozu za Pomnik Męczeństwa Narodu Polskiego i Innych Narodów. Od tego roku działa też na terenie obozu państwowe muzeum. W 1979 r. uznając wyjątkową rangę tego miejsca jako Pomnika Pamięci, obóz w Oświęcimiu wpisano na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Obóz "Auschwitz" – do dnia dzisiejszego budzi grozę. Przez czerń wciąż żywej rozpaczy przebija jednak promień nadziei, który niesie swoim życiem polski franciszkanin, Maksymilian Maria Kolbe. Osadzony w Oświęcimiu, w 1941 r zginął w bunkrze głodowym oddając swoje życie za innego współwięźnia.

Kopalnia Soli w Wieliczce

Wieliczka W IX w., gdzieś u schyłku tego dumnego, choć odległego stulecia, jak zdaje się wynikać z źródła pisanego pt. Żywot Świętego Metodego, teren dzisiejszej Małopolski został podbity przez wojska Świętopełka, władcy księstwa Wielkomorawskiego. Małopolska była wówczas ośrodkiem państwa Wiślan, plemiennego organizmu, funkcjonującego sprawnie w dorzeczu górnej Wisły. Jeżeli ten akt agresji miał naprawdę miejsce, to warto się zastanowić, co tak naprawdę skłoniło władcę wielkomorawskiego do tej zbrojnej akcji. Agresor bowiem uderza zwykle "po coś". Wojna, paskudny wynalazek człowieka, nie jest rozrywką, ale drogą do osiągania korzyści. Jaką więc korzyść mogła mieć potężna Wielkomorawia z drobnego przecież plemiennego państewka? Pewności nie mamy i mieć nie będziemy, są jednak tacy historycy, którzy wskazują na białe złoto - sól.

Sól od prawieków była niezwykle cenną kopaliną. Nie chodziło o jej wartość smakową, choć zapewne już książę Krak wolał rosół z barana posolony. Chodziło o właściwości soli - NaCl, jako konserwanta żywności. W dawnych wiekach bowiem istotny problem wytworzenia pokarmu był i tak zadaniem łatwym. Co jednak zrobić, aby pokarm się nie zepsuł? Krowa to ok. 300 kg mięsa. Jedzenia wystarczy na miesiąc. Trudno jednak, aby nawet duża rodzina zjadła krowę na jeden obiad i następnie przez miesiąc była sytą. Co więc zrobić? Posolić. Mięso zasolone zachowuje świeżość i smak i w związku z tym nie psuje się. Ile zatem trzeba soli aby zakonserwować naszą biedną krowę? Dużo, około 20 - 30 kilogramów - słuszny worek. Nic dziwnego, że zapotrzebowanie na sól było ogromne.

Mówiliśmy o solonym rosole księcia Kraka. I słusznie, badania archeologiczne wskazują bowiem na to, że książę Krak nie musiał martwić się o dostawy tego surowca, którego miał dość pod ręką. Pod Krakowem, w rejonie Baryczy, z ziemi tryskały słone źródła, tzw. solanki. Wodę tą czerpano do kadzi, warzono odparowując wodę i uzyskując tym sposobem sól. Wracając do księcia Świętopełka, to podobno ta właśnie sól była przedmiotem jego chciwego pożądania. Czy to prawda - nie wiemy, ale fakt pozyskiwania soli z solanek już w okresie neolitycznym w okolicy dzisiejszej Wieliczki, jest absolutnie sprawdzony i udowodniony.

Sól soli nierówna. Ta pozyskiwana dzięki procesowi warzenia miała wartość nie największą. W 1251 r. pod Krakowem, w Bochni, jak donosi niezwykle rzetelny i bezcenny Rocznik Kapitulny Krakowski, sal durum in Bochna est repertum, quod nunquam ante fuit (sól kamienna została odkryta w Bochnii, której wcześniej nigdy tam nie było). Sól kamienna, sól w czystej postaci (choć wieliccy górnicy wyróżniają także jej wiele odmian) miała o wiele większą wartość. W 1251 r. odkryto ją w Bochni, kiedy w Wieliczce? Zapewne wcześniej, bowiem już w dokumencie z 1124 r. znajdujemy wzmiankę o soli z Magnum Sal (wielka sól - Wieliczka). Odkrycie soli wpłynęło na rozwój osady choć dopiero w 1290 r. Henryk Probus lokował miasto Wieliczkę na prawie Magdeburskim. Dopiero w okolicy tego wydarzenia następuje przemysłowe wydobycie tutejszej soli w rozwijającej się szybko kopalni, która z czasem stanie się największym i najbogatszym zakładem przemysłowym w Polsce, a po latach najstarszym czynnym zakładem przemysłowym w Polsce i w Europie. Legendy wiążą mocno początki przemysłowego wydobycia soli kamiennej w Wieliczce z węgierską księżniczką św. Kingą, żoną Bolesława Wstydliwego. W istocie to nader udane i ciekawe małżeństwo żyło w 2 połowie XIII stulecia więc wszystko się zgadza. Największy rozkwit kopalni przypadł jednak na lata panowania Kazimierza Wielkiego (1333 - 1370). Król rozbudował w mieście żupny zamek (dzisiaj siedziba Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce) i dokonał regulacji prawych i organizacyjnych (tzw. orydynacja z 1368 r.) tworząc ogromne, państwowe (czyli królewskie) przedsiębiorstwo - Żupy Krakowskie, które stało się przez następne 400 lat jednym z najważniejszych źródeł dochodu państwowego. Mądry król zapoczątkował mądrą politykę dzierżawy żup obrotnym mieszczanom krakowskim, którzy zręcznie pomnażali swój i królewski majątek. W 1772 r. kopalnia przeszła w ręce Austrii, w 1918 powróciła do państwa polskiego. Jeszcze w czasie zaborów, w latach 20 - tych XIX w. rozpoczęto wykorzystywanie solanek wielickich do celów leczniczych, co obecnie stanowi istotny element działalności kopalni, nie prowadzącej już normalnej działalności przemysłowej.

Kopalnia soli w Wieliczce, jak szacunkowo się oblicza, w ciągu ponad 700 letniego swego trwania i funkcjonowania, dostarczyła ok. 50 milionów ton soli. Łączna długość wyrytych pod ziemią chodników przekracza 350 km długości, a sięga ponad 300 m wgłąb ziemi. Kopalnia jest unikalnym w skali całego globu zabytkiem dziejów techniki i niezwykłym pomnikiem przyrody nieożywionej. Dostrzegł to po wojnie, obok wielu innych, prof. Alfons Długosz, dzięki któremu po latach trudnych starań w 1954 r. powstało muzeum, najpierw jako oddział Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu, a od 1961 r. jako samodzielna jednostka ministerialna pod nazwą Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce. W 1966 r. otwarto w podziemiach na terenie kopalni stałą wystawę. Obecnie Muzeum prowadzi działalność w oparciu o część podziemną oraz pracownie naukowe i konserwatorskie, sale wystaw czasowych, magazyny w Zamku Żupnym w Wieliczce. Turyści mogą także zwiedzać kopalnię korzystając z trasy turystycznej, która jest wytyczona przez rejon pozostający we władaniu kopalni.

W 1978 r. w uznaniu wartości zabytkowych, kopalnię Soli w Wieliczce wpisano na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO.



 

Komentarze

komentarze
Marek, 2010-08-28 03:44

Nie istnieje taki fakt jak przeniesienie stolicy z Krakowa do Warszawy. Król wyjeżdżał i wracał. Kilkudziesięciokrotnie. Płodził w Krakowie dzieci (Jana Kazimierza), w Krakowie był Skarbiec i koronacje. Nawet n]pozornie najbardziej związany z Warszawą (Jan III Sobieski) podpisywał umowę z Austrią o obronie dwóch stoli Krakowa i Wiednia a Kara Mustafa słał do Sobieskiego listy, w których czytamy 'zniszczę twój Kraków'. Sejm rugał Zygmunta II Wazę kiedy ten wydawał za mąż córkę, że ślub może byc tylko w stolicy nie zaś w Warszawie. Warszawie - jednym z miast/miejscowości rezydencjonalnych (jak Wilanów i Łobzów czy Niepołomice). Dla wtedy żyjących, sprawa była oczywista. I dlatego do dzisiaj Kraków zachował nazwę królewskie stołeczne Miasto Kraków a na stronach oficjalnych Warszawy jest oficjalne, oczywiste potwierdzenie prawdy historycznej, że przeniesienia nie było a Kraków był stolicą do Rozbiorów. Po Zaborach, żadna Konstytucja tego nie zmieniła, nie było zmiany konstytucyjnej. Dopiero warszawa znalazła się w Konstytucji stalinowskiej w 1952 r. I tyle historii.


 1 
Strona 1 z 1 ( 1 komentarze )

Wpisz komentarz poniżej.

* Podanie adresu e-mail nie jest obowiazkowe. Nie będzie on wyświetlany, jest widoczny tylko dla administratora

Sądecki Bartnik - Hotel
Gemini Design - profesjonalne projekty graficzne dla firm - mecenas portalu Stróże.com